Logowanie



Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości 
<<  Wrz 2020  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5  6
  7  8  910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

REFLEKSJE PO MAGNIFICACIE Z BERNADETĄ DUDZIC


BIAŁY KAMYK, CZYLI MOJE NOWE IMIĘ!

10 listopada 2016 (tym razem w czwartek!). Dom Przyjęć Anna w Gorzyczkach po raz kolejny gościł około 140-sobową grupę kobiet, które spotkały się na XII już Magnificacie.
Gościem spotkania była Bernadeta Dudzic, która podzieliła się świadectwem swojego życia i powołania. Następnego dnia, tj. w piątek 11 listopada od godz. 9.30 -13.00 poprowadziła warsztaty w Kahalu w Czyżowicach pod hasłem: "Biały Kamyk", czyli: Czy jest jakieś powołanie i misja tylko dla mnie? Podczas warsztatów zainteresowane kobiety miały możliwość: refleksji nad swoimi zasobami i znaczeniem swojej historii życia oraz poznania swojej unikalnej wrażliwości, która wpływa na ich podejście do świata i na to, co mogą dać innym. Zajęcia warsztatowe dostarczyły też narzędzi, które pomogą kobietom w szukaniu swojej osobistej "misji".

GOŚĆ GŁOSZĄCY ŚWIADECTWO, SWOJE MAGNIFICAT

Bernadeta Dudzic - teolog , doradca psychologiczny, były lider pastoralny polskiej placówki ICPE - Międzynarodowego Instytutu Ewangelizacji koło Częstochowy. Współtworzy od 10 lat Oddział "Magnificatu" w Częstochowie. Prowadzi warsztaty łączące duchowość z psychologią. Całe swe dorosłe życie towarzyszy kobietom, wspierając je prywatnie i zawodowo na ich życiowych drogach. Żona Jacka, mama 3 dzieci i świeżo upieczona babcia.

Spotkanie prowadziła Lidia Jurczyk, która podzieliła się swoją wizytą w Ain ? Karim w marcu tego roku, w tym miejscu Ziemi Świętej, gdzie Maryja z Jezusem pod sercem odwiedziła Elżbietę, która już była w 6-tym miesiącu ciąży z Janem Chrzcicielem pod sercem. To wtedy z natchnienia Ducha Św. Elżbieta rozpoznała w Maryi Matkę swojego Pana i wtedy poruszyło się z radości dzieciątko (Jan) w jej łonie na głos pozdrowienia Maryi. A Maryja wyśpiewała Bogu swoją pieśń uwielbienia za wielkie rzeczy, które Pan Jej uczynił- Magnificat. ( por. Łk. 1, 39- 56 ). Lidia opowiedziała też o relacji ze swoją babcią, której ciągle grały w sercu pieśni uwielbienia.
TE KRZYŻE, KTÓRE MUSIMY NOSIĆ, SĄ CENNE.
Proboszcz miejsca- ks. Stefan Stebel- przywitał obecne kobiety i mówił, że ?te krzyże, które musimy nosić, są cenne." Życzył umocnienia się nawzajem przez świadectwo zaproszonej kobiety. Stwierdził też, że często mamy wrażenie, że tylko my przeżywamy ciężkie chwile, a później okazuje się, że inni też borykają się z podobnymi problemami. - Możemy więc się wzajemnie rozumieć i umacniać, zwłaszcza, że nie jest to tylko spotkanie przy stole, ale spotkanie z Panem, aby poprzez usłyszane świadectwo, zaczerpnąć mądrość, wziąć dla siebie to, co każdej jest potrzebne indywidualnie, a więc zaczerpnąć ze źródła Bożego Serca, abyśmy się bardziej odnalazły w Panu, a wtedy będziemy się czuć bardziej spełnione i szczęśliwe- uzupełniła Lidia Jurczyk i poprowadziła krótką modlitwę poprzez pieśń : Dotknij, Panie moich oczu, abym przejrzał. Dotknij, Panie moich warg, abym przemówił uwielbieniem. Dotknij, Panie , mego serca i oczyść je; niech Twój święty Duch dziś ogarnia mnie." Po spotkaniu ks. administrator Adam Żemła z Czyżowic poprowadził modlitwę do Jesusa przez Maryję w intencjach złożonych na karteczkach przez kobiety. Udzielił też wszystkim chętnych osobistego błogosławieństwa.


ŚWIADECTWO BERNADETY DUDZIC

? Służcie sobie wzajemnie tym darem, który każdy otrzymał".

AŻ DO ŚMIERCI WALCZ O PRAWDĘ, A BÓG BĘDZIE WALCZYŁ O CIEBIE.

Towarzyszyło jej przekonanie, że nie wie, kim jest. To było dziwne, bo Bóg był zawsze obecny w jej życiu, wiele wiedziała o Nim. Pojawiało się wtedy, gdy miała styczność z osobami, które swoje powołanie realizowały bez napięcia, radośnie, bardzo autentycznie. Ona też tak chciała, ale nie potrafiła; było w niej dużo napięcia, pytań. Nie potrafiła tego poskładać. Pomogły jej rekolekcje ojca jezuity, które uświadomiły jej, że jest blisko Boga wtedy, gdy czuje, że On jest dobry. Ojciec jezuita doświadczał Boga przez pryzmat Jego dobroci; gdy to odczuwał, to chętnie skakałby z radości. To ją bardzo poruszało. Ciągle wracała do tych rekolekcji. Bardzo działało na nią słowo: prawda. Jak w błysku flesza zaczęła oglądać swoje życia i jego momenty związane z doświadczeniem prawdy. Przypomniała sobie, że nawet w jej imieniu ten wątek prawdy jest zawarty. Bernadeta- w brzmieniu jej imienia jest słowo: niedźwiedź. A ona jest przecież silna, umie walczyć, jak niedźwiedź. To imię otrzymała nieprzypadkowo. Jakaś zakonnica wybrała jej to imię., bo się za nią modliła, gdyż rodzice długo nie mieli dzieci. Ta modlitwa zadziałała. Rodzice nie bardzo sobie radzili z życiem. Mama miała depresję, więc nie mogła się na niej oprzeć. Tylko babcia była jej powiernicą. Szukała więc prawdy o sobie. Miała poczucie, że musi rozpoznawać prawdę w danej sytuacji, tzn. chce wiedzieć, co Bóg o tym myśli, aby subiektywne odczucia nie przesłaniały jej prawdy Bożej. Gdy słuchała kazania, to zadała sobie pytanie, co chciałaby robić w życiu. Wyszła z decyzją, że pójdzie studiować teologię. Jej wymarzone studia się spełniły. Był to punkt zwrotny, potem były kolejne. Towarzyszyły jej ciągle słowa: Aż do śmierci walcz o prawdę, a Bóg będzie walczył o ciebie. Tuż przed zaręczynami musiała się wycofać z tej relacji, bo odczuła, że ani ona, ani on nie będą mogli zrealizować prawdy swojego życia razem. Widziała w tym asystencję Bożą; poznała prawdę o tym związku w sytuacji, gdy już mieli podjąć decyzję o wspólnym życiu w małżeństwie. A więc kolejny zwrot w życiu.[...]

POPRZEZ PYTANIA MÓWIŁ DO NICH BÓG.

Wraz z mężem Jackiem przez wiele lat byli związani z organizacją misyjną- wspólnota służyła ewangelizacji. Była tam ponad 10 lat. Przyszedł jednak moment, kiedy wraz z rodziną zadawała sobie pytanie, które przynosiło życie. Zawsze miała przekonanie, że poprzez pytania mówił do nich Bóg. Jak mamy żyć, jak zabezpieczyć swoje dzieci? To przecież było ich podstawowe zadanie, odpowiedzialność przed Bogiem. W tej wspólnocie nikt im na to pytanie nie mógł udzielić odpowiedzi. Prawda wspólnoty misyjnej już nie była tą prawdą, którą Bóg miał dla ich życia. Musieli więc opuścić wspólnotę, a było to trudne dla nich. Nie od razu to uczynili. Ale doświadczyli łaski od Boga, który przeprowadził ich przez zwroty życia- nigdy nie byli sami. Czuli, że Bóg był przy nich, gdy po ludzku byli bezradni, gdy sytuacje ich przerastały. Musieli wtedy wykonywać skok wiary, musieli całkowicie zdać się na Boga. I doświadczali wtedy, że są niesieni na orlich skrzydłach.

MOC SŁOWA BOŻEGO, KTÓRE JEST ŻYWE I SKUTECZNE.

Mimo bólu i cierpienia zawsze otrzymywali słowo Boże, które ich podtrzymywało i okazywało się skuteczne, choć musieli przetrwać okres próby wiary. Miała taką sytuację, kiedy wydawało się, że toną, a Jezus śpi. Czuła, że jest w łodzi podwodnej, która pikuje i jej statek się rozwali ( por. Łk. 8,22-25). Mimo że wylewała resztkami sił wodę z łodzi, miała świadomość, że Jezus w którymś momencie jednak wstanie i rozkaże żywiołowi : Milcz, ucisz się! To jej pozwalało przetrwać- moc słowa Bożego, świadomość jego skuteczności. I tak się stało. Innym przykładem słowa Bożego, które jej pomagało w okresach trudnych, wymagających wyjątkowego zawierzenia, była historia Mojżesza po ucieczce przed faraonem po zabiciu Egipcjanina. Wtedy osiadł na pustyni, nic szczególnego nie działo się w jego życiu. Zwyczajnie się ożenił, pasł owce swego teścia Jetry. Był jak w amoku, bezsilny- przez wiele lat po prostu zwykłe życie. I nie wiedział, jak długo to będzie trwało (zob.: Wj. 2,15- 4,20). Oni też wrócili z misji do normalnego życia, nie mogli się w tym połapać, mimo że cały czas coś robili. Ale był to ważny, kluczowy czas dla ich dzieci, dla rodziny- musieli wyposażyć w wartości dzieci, które wychodziły w świat. Dla tego momentu warto było zrezygnować z misji, aby podjąć inną, pozornie mniejszą, nie tak spektakularną- trudno było się z tym pogodzić. W tym czasie znowu korzystali z historii Mojżesza, który w końcu spotkał Boga w krzewie ognistym, po 40 latach, gdy dojrzał, nauczył się robić proste rzeczy, spokorniał- wtedy Bóg go powołał, by wyprowadził Jego lud z niewoli. To słowo im pomogło żyć zwyczajnie i wkładać energię w życie, godząc się na nie, chodząc w ciemności, wierząc, że Bóg otworzy im nowe, dobre miejsce w Kościele, o którym mogliby powiedzieć, że jest nasze. Nie mogli przyspieszyć sami tego momentu.

SŁOWO BOŻE DO RODZIN!

I wreszcie nastąpiła zmiana w trakcie modlitwy uwielbienia. Modliła się: Przyjdź, Panie Jezu! I nic więcej. Nic się nie działo, ale jak wróciła do domu, to już wiedziała, że to był moment zwrotny. Na sposób trwały związali się z jednym kościołem, księdzem i odnaleźli swoje miejsce. To było SŁOWO BOŻE DO RODZIN! Bóg im pokazał, jak ważne jest Słowo Boże w rodzinach. Proste sposoby są zawsze bardzo dobre. Ksiądz- przyjaciel ?zaraził" ich wizją kręgów biblijnych w domu- czytają Biblię sami lub z dziećmi. Potem rozmawiają o treściach w niej zawartych. Znów Słowo Boże i zawarta w Nim prawda jest bardzo ważna! Pracują w parafiach dla zwykłych ludzi, przekazując mądrość życia zawartą w Bożym Słowie, które wspólnie czytają i przekazują innym. Już ponad 20 lat Bernadeta towarzyszy kobietom na ich drodze. Były to często kobiety naznaczone cierpieniem w swoich domach. W ich domach był obecny alkoholizm, przemoc. Dziś jest doradcą psychologicznym. Jej zadaniem jest być przy tych kobietach, wspierać, czekać, aż zrobią jakiś krok. Jej posługa to działanie akceptacją i miłością.

PRZESŁANIE WYNIKAJĄCE Z JEJ POWOŁANIA OSOBISTEGO

- Jeśli moje życie naznaczone było cierpieniem, to jednak zawsze jest ono po coś!

- Bóg ma i wypowiada nad tym moim życiem słowo pełne znaczenia, namaszczenia!

- Bóg chciał nas po coś! Jesteśmy dla Niego, ale i dla innych z całym naszym dziedzictwem, z tą płcią, która mamy, z tą epoką, w której żyjemy, z tą jakością, jaką mamy. Mamy przekazać naszym dzieciom, rodzinom, przyjaciołom jakieś dziedzictwo, coś, czym i kim jesteśmy!

- Każda z nas ma swoje osobiste powołanie.

-Tylko prawda przeżyje, to co jest dobrem, naznaczone miłością, ten potencjał, który dał nam Bóg, z tym będziemy też w życiu wiecznym.

- Nasza historia jest ważna, mamy unikalne doświadczenia, które mogą być ważne, mogą pomóc innym.

MÓJ BIAŁY KAMYK. SŁOWO BOGA O NASZYM NOWYM IMIENIU W BOGU, W CHRYSTUSIE.

W stosownej do tematu świadectwa dekoracji jesienno- kwiatowo-wrzosowej, na ziemi rozsypanych jest wiele kamyków. Jest wśród nich mój biały kamyk. Bernadeta stworzyła wraz z mężem warsztat o białym kamyku. Jest to Słowo Boga o naszym nowym imieniu w Bogu, w Chrystusie.
?Wtopienie własnego ja w Boga i w drugiego człowieka nie oznacza jednak zatracenia własnej jaźni. Oznacza raczej jej oczyszczenie, a przez to rozwinięcie do granic możliwości. Dlatego niebo dla każdego człowieka posiada wymiar indywidualny. Każdy ogląda Boga na swój sposób, a Bóg widzi każdego jako istotę jedyną i niepowtarzalną, obdarza pełnią swojej miłości: Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, który [je] otrzymuje (Ap. 2,17) ". [ Stanisław Biel SJ: Bóg otrze z oczu każdą łzę. Czy cierpienie ma sens?, Kraków, WAM 2013, s. 47)


MOJE MYŚLI PO USŁYSZANYM ŚWIADECTWIE BERNADETY DUDZIC

A BŁOGOSŁAWIONY JEST TEN, KTO WE MNIE NIE ZWĄTPI .( Łk. 7,23, Mt. 11,6)

Ta myśląca, wykształcona, reflektująca nad swoim życiem i obecnymi w nim wydarzeniami, kobieta, nieustannie pytała Boga o sens tego, co przeżywa. Odnosiła własne życie do Boga i szukała w Słowie Bożym wyjaśnienia, paraleli wydarzeń, czy osób, które pomogłyby jej zrozumieć własne życie, doświadczenie, dokonujące się zmiany. Ma przecież własną, niepowtarzalną historię życia, swoje powołanie, przygotowanie poprzez konkretne wykształcenie- musi więc i chce uczynić z tego życia coś sensownego, żeby Bóg był z niej zadowolony. Nie kreuje tego życia według własnych wyobrażeń, choć ma swoje marzenia, ale wsłuchuje się w Bożą mądrość. Umie czekać i trwać wiernie przy Bogu, gdy wydaje się to życie bardzo monotonne, gdy nic z wielkich rzeczy się nie dzieje, a nawet pojawiają się burze i niebezpieczeństwo zatonięcia. Wtedy przypomina sobie, ze Jezus jest w jej łodzi i mimo że wydaje się nie reagować, śpi, gdy ona musi walczyć z żywiołem, to jednak w końcu wstanie i rozkaże wichrowi: Milcz! Ucisz się! I żywioł jest Mu posłuszny ( por. Łk. 8, 22-25).To dodaje jej odwagi i determinacji do cierpliwości, uczenia się zawierzenia wszystkiego Jego woli. To wcale nie jest łatwe, to wymaga niekiedy wręcz heroizmu, aby wytrwać i nie zwątpić, zwłaszcza, gdy zupełnie nie rozumie się Bożęj woli. Bernadecie- teologowi z wykształcenia- pomagała też historia biblijnego Mojżesza, który po ucieczce przed faraonem na pustynię, przebywa tam wiele lat, żeni się, pasie owce swojego teścia Jetry, zanim Bóg go powoła do wyjątkowej misji, przed którą się broni, do wyprowadzenia ludu wybranego z niewoli egipskiej... (Wj. 2,15- 4,20).

CZEGO, A RACZEJ KOGO SZUKAJĄ?

Tyle kobiet, ich twarze skupione, niektóre smutne, niespokojne. Każda z własną historią, niepowtarzalną twarzą, wyrażającą tajemnicą wnętrza, i unikalną- w oczach Bożych- wartością, którą trzeba odkryć. Wiele z nich cechuje oczekiwanie i jeszcze tląca się nadzieja (inaczej by nie przyszły, bo po co?), że w końcu w ich życiu też coś sensownego jeszcze się wydarzy, aby odzyskać upragniony blask, sens, radość. Przychodzą, bo szukają..... No, właśnie! Czego szukają, a może lepiej zapytać: Kogo szukają? Na pewno zmiany na lepsze, pokoju serca, sensu, poczucia wartości, miłości, przekonania, ze są bezwarunkowo kochane, cenne, niepowtarzalne, ważne dla .... To zapewne wiedzą rozumem, słyszały już o tym na religii, w kościele, ale serce... upomina się o głębokie przekonanie, doświadczenie tego , o czym wiedzą, że jest. I to nie tylko dla innych, dla siebie też! To w gruncie rzeczy jest szukanie żywego Boga, choć niekoniecznie o tym wiedzą. Każda niesie jakiś własny krzyż, uwierający, owiany tajemnicą dla innych, bo przecież dobrze wyglądają, uśmiechają się, ubierają elegancko. Któraż z nich nie marzy o szczęściu prawdziwym?! Ono jest dla każdej z nas. Tylko Bóg może nam je ofiarować.
                                                     Władysława Bańczyk, czekająca na swój biały kamyk od Boga